FANDOM


Jako, że jestem ekstremalnie leniwa w ostatnim czasie, przedstawiam wam nowego bloga - tamtych starych nie chce mi sie kontynuować, bo leń xd Mam nadzieję, że do prowadzenia tej historii, będą mnie przymuszać, żeby nie stało się tak jak z poprzednimi xd

A więc, zapraszam was wszystkich do czytania ^^

Ps. Tak to będzie blog o Nicku di Angelo xd (NICOOOO <3)

+ info: Moje wymyślone postaci ze starego opowiadania "Córka Mgły" i 'Dzieci Śmierci". YOLO. 

(Zabijcie mnie proszę, jeśli jeszcze raz użyję tego zwrotu ;-;)

Rozdział 1 Kiedy zajdzie słońce

Nico siedział na schodach do domku Hadesa i patrzył na promienie słońca odbijające się na powierzchni zatoki Long Island. Westchnął głęboko i wstał, zamierzając schować się w swoim domku i nie wychodzić z niego przez resztę dnia. Tego pechowego dnia. 

Dziś były jej urodziny.

Nienawidził tego dnia z wielu powodów, lecz wszystkie były zbyt bolesne by je wspominać. Zacisnął powieki i wszedł do swojej samotni. Położył się na łóżku i odpłynął w sen.

Bianca się uśmiechała i pomachała mu z drugiej strony rzeki. Nico chciał do niej podejść, ale za każdym razem jakaś tajemnicza siła odciągała go od niej, sprawiając, ze oddalał się coraz dalej. Chłopak biegł, ale z każdym krokiem znajdował się coraz dalej od niej. Stanął w miejscu i rozejrzał się dookoła.

- Nico - powiedział tajemniczy głos w jego głowie. Chłopak obrócił się parę razy, nie widząc niczego.

- Nico obudź się.

Nico krzyknął i podskoczył na łóżku. Rozejrzał się dookoła, ale nikogo nie zobaczył. Zdezorientowany wstał, bo usłyszał dźwięk konchy wzywający na obiad. O nie, pomyślał, muszę się stąd wyrwać jak najszybciej.

Lampa uliczna rzucała okrąg wątłego światła na pękający chodnik. O słup latarni opierał się wysoki chłopak z ogoloną głową. Bawił się nożem, przerzucając  go z ręki do ręki, bądź polerując go o skarwek bluzy. 

- W końcu się zjawiłeś - rzucił głębokim głosem w przestrzeń, nawet nie podnosząc głowy. - I przyprowadziłeś koleżankę.

W krąg światła latarni wszedł pokryty tatuażami dwumetrowy kolos. Tuż za nim przydreptała drobna blondynka w czerwonej sukience.

- Kto by pomyślał, cyklop i empuza spacerują razem i dotąd nie skoczyli sobie do gardeł - powiedział z rozbawieniem chłopak i podniósł na nich wzrok. Jego oczy były jadowicie czerwone, z pionowymi źrenicami jak u gada. - Wykonaliście swoje zadanie?

Cyklop opuścił głowę i wydukał coś niezrozymiale grzmiącym basem.

- Chodzi o to, że są zbyt silni i nie daliśmy rady... - zaczęła empuza z przestrachem.

- Nie daliście rady?! - powiedział z wściekłością i zmierzył podwładnych zabójczym wzrokiem. - Macie jeszcze tydzień na wykonanie zadania, albo osobiście się wami zajmę.

Chłopak schował nóż i odwrócił się, by za chwilę rozpłynąć się w powietrzu.

Rozdział 2 Trucizna

Percy wyglądał oszałamiająco jak zwykle zresztą. Annabeth obserwowała go z usmiechem, patrząc jak pływa z dzieciakami po jeziorze, choć nie pochwalała tego, że co chwila zsyła na młodszych obozowiczów duże fale wody i ich podtapia.

- Annabeth - usłyszała swoje imię i odwróciła się.

- Coś się stało Katie? - zapytała zmartwioną córke Demeter.

- Nie wiem, cos sie dzieje na granicy... Peleus zaczął się dziwnie zachowywać  - powiedziała speszona i zmartwiona.

Coś naprawdę złego działo się z Peleusem. Smok podrygiwał, rzucał się i podskakiwał, by za chwilę zwymiotować posiłkiem. Położył się na ziemi, przytulając się do pnia sosny Thalii i zatrząsł się jak w febrze.

- Chyba go otruto... - szepnęła z przerażeniem Katie.

Annabeth podeszła do Peleusa i położyła mu dłoń na głowie. Przeciągnęła ręką po jego pysku i przyjrzała mu się. Smok miał przekrwione oczy, ciężko dyszał, jakby coś utrudniało mu odddychanie.

- Nie bój się mały. - Zdjęła Złote Runo z pnia drzewa i przykryła nim zwierzę. Smok nie poruszył się, tylko sapnął głęboko i znieruchomiał.

Annabeth odwróciła się i popatrzyła na Katie z rezygnacją, przekonana, że nic nie da się zrobić.

- Wygląda na to, że musimy załatwić nowego strażnika Złotego Runa - westchnęła i włożyła ręce do kieszeni. 

Córka Demeter obserwowała jak Annabeth odchodzi w strone domku Ateny, zapewne, by pomóc najmłodszemu rodzeństwu. Dziewczyna spojrzała na Peleusa i podeszła do niego. W tym samym momencie smok podniósł się z ziemi i ryknał, a Katie wrzasnęła z przerażeniem i upadła na ziemię. Próbowała się odczołgać, ale Peleus ja dopadł.

Ostatnią rzeczą jaką zobaczyła były jego czerwone ślepia i rząd jego białych zębów. 

Nico wyszedł ze swojego domku ze spakowanym plecakiem i ruszył w stronę granicy obozu. Słońce grało niemiłosiernie, w całym obozie unosił się zapach dojrzewających truskawek.

- A gdzie ty idziesz? - usłyszał głos i odwrócił się.

- Solace. - Odwrócił się.- Nie zawracaj mi głowy - syknął złowieszczo.

Syn Apolla zaśmiał się i podszedł do Nicka. Spojrzał mu w oczy i uśmiechnął się bezczelnie. Kiedyś Nico musiał zadzierać głowę do góry, by na niego spojrzeć, teraz jednak był prawie od niego wyższy. Próbował się odwrócić, ale Will złapał go za ramię.

- Który to już raz, młody? - zapytał Will. - Nie pierwszy raz próbujesz nam uciec. Tyle, że tym razem ci sie to nie uda.

- Możesz mnie zostawić? Jestem już prawie dorosły, nie nazywaj mnie młodym - warknął Nico i przybrał wyzywającą postawę. 

Solace uniósł jedną brew i uśmiechnął się, pokazując zęby. Nico poczuł wręcz duszący zapach truskawek, czuł jak coś skręca go w żołądku.

- Daruj sobie, to już nie działa. - Zamknął oczy i potrząsnął głową. - Po prostu pozwól mi odejść.

Nico nie czekając na odpowiedź, odwrócił się i pobiegł w stronę wyjścia z obozu.

Rozdział 3 Deja vu

- Dlaczego?

- Jak to się stało?

- Czemu?

Annabeth stała otępiała, patrząc jak płonie zielono-złoty całun Katie.  Zacisnęła powieki, by z oczu nie popłynęły jej łzy. Mimo, że było ciepło, cała drżała jak liść na wietrze. Poczuła czyjeś dłonie na jej ramionach.

- Percy...

- Ciii - szepnął i przytulił ją. - To nie twoja wina. Będzie dobrze.

Sama nawet nie wiedziała, jak bardzo pragnęła, by ktoś powiedział jej, ze nic jej nie grozi, że jest bezpieczna. Tak bardzo chciała mu zaufać. Tak bardzo chciała zaufać jego słowom.

Nico zmarszczył brwi i zmrużył oczy patrząc pod słońce, na postać, która pojawiła się tuż przed nim. Nie znał jej, a przynajmniej tak mu się zdawało na początku.

- Znamy się? - zapytał bez przekonania i odsunął się do tyłu.

Zaśmiała się i chyba uśmiechnęła. Przysunęła się kawałek bliżej i przyjrzała mu się uważnie.

- Nico di Angelo...

Wtedy ją rozpoznał. Na jego twarzy pojawiło sie zdziwienie i coś w rodzaju radości. 

- Ana? - zapytał z nadzieją w głosie. Dosłownie, nie mógł uwierzyć, że spotyką ją po tylu latach... żywą.

- Na pewno nie ta sama, którą kiedyś znałeś. - Uśmiechnęła się. Patrzyli się przez chwilę na siebie.

- To sen,  prawda? - zapytał nagle z zrezygnowaniem Nico.

- Tak - westchnęła i nabrała powietrza. - Musisz się dostać możliwie jak najszybciej w okolice Obozu Jupiter. Czekamy na ciebie z Reyną.