FANDOM


Spojrzałem na Orkan. Przyglądałem mu się bardzo badawczo. Nagle broń zamieniła się ponownie w zwykły długopis. Rachel była wciąż zdruzgotana. Nic nie mówiła, tylko spoglądała na Orkan, jakby przynosił jej jakieś złe wspomnienia.

- Chyba powinniśmy iść - przerwałem ciszę - Tu nie jesteśmy bezpieczni.

- Tak - Rachel przetarła łzy - Chodźmy...

Nagle tuż przed nami stanął na ziemi nasz Pegaz... gotowy do lotu. Już miałem wskakiwać, kiedy Rachel mnie zatrzymała.

- Nie - powiedziała - Daj mi teraz prowadzić. Ja jestem wypoczęta, ty nie.

- Dasz sobie rade? - zapytałem - Leciałaś kiedyś na Pegazie?

- Nigdy - uśmiechnęła się - Ale skoro ty dałeś radę, to pewnie i ja.

- Dobra, wskakuj - mruknąłem po nosem - Następny cel... Nevada.

Rachel kiwnęła głową. Wsoczyliśmy na Pegaza i wylecieliśmy. Mieliśmy do pokonania około tysiąc siedemset kilometrów, tak więc czekał nas długi lot. Była już ciemna noc. Wiał chłodny wiaterek. Nadal żadnych oznak życia. Tylko my sami... gdzieś w Teksasie.

Martwiłem się o Rachel. Była w złym humorze, jednak wzięła się za prowadzenie Pegaza. Chciałem ją wyręczyć, jednak wolała "sama".

- Napewno dasz radę? - upewniłem się

- Napewno - odrzeła Rachel - Możesz być spokojny. A teraz śpij. Lot jest długi.

- Dobrze - zgodziłem się - Ale jakby co... to mnie budź.

- Kenny - Rachel odwróciła się - Będzie dobrze

Kiwnąłem głową i położyłem się. Nie było zbyt wygodnie, ale szybko zasnąłem.


Ten sen był inny. Przde mną ukreował się obraz jakiegoś miasta, ale to nie było Las Vegas. Cała ulica była zapełniona ludźmi i samochodami, jednak moją uwagę przykół pewien mężczyzna w ciemnym płaszczu i kapeluszu.

Tajemniczy człowiek podszedł do mnie i wskazał palcem na niebo, które co i rusz zmieniało barwę. Przez chwilę był dzień, a po chwili noc i znowu dzień. Jakby czas płynął o wiele szybciej.

Nagle sen się zmienił. Tym razem byłem w jakimś labiryncie... zapewne w tym, o którym opowiadała Rachel. Byłem w nim sam... przynajmniej tak mi się wydawało. Nie mogłem jednak nigdzie ruszyć, gdyż otaczały mnie ze wszystkich stron krzaczaste ściany labiryntu.

Wtem zauważyłem Sierp Kronosa w samym centrum. Ruszyłem pośpiesznym krokiem. Stanąłem obok ostrza. Przyglądałem mu się badawczo ze wszystkich stron. Już miałem chwycić sierp... jednak sen ponownie sie rozmył.

Tym razem obraz formował się troche dłużej niż poprzednio. Znów znalazłem się na tym samym wzgórzu jak dawniej... oświetlone miasto, chłodny wieczór. Tym razem trzymałem w dłoni Sierp Kronosa. Już miałem pewną nadzieję, że wygrałem, jednak po chwili broń zospłynęła się w powietrzu.

- Jesteś - usłyszałem cichy szept, który potoczył się echem - Doszedłeś daleko... Jednak trud pójdzie na marne... Poddaj się... a przysięgam, że nikt na tym nie ucierpi...

- Kłamiesz, Uranosie! - krzyknąłem - Tobie zależy tylko na zemście!

- Masz rację - szeptał głos, który przyprawiał mnie o dreszcze - ale jeżeli nie oddasz się w moje ręcę, to biecuję... zginie każdy mężczyzna, każda kobieta, każde dziecko, które stanie po twojej stronie... Pomyśl o tym...

Nagle usłyszałem jęki... Wtem zostałem otoczony ze wszystkich stron przez jakieś stworzenia - Armie Uranosa. Zbliżali się chwiejnym krokiem w moim kierunku. W ich oczach widziałem potrzebe mordu i zemsty.

Prawie mnie dopadły. Jednak w ostatnim momencie zauważyłem na niebie blask... oślepiający blask. To nie było słońce... to było jeszcze większe i jaśniejsze. Wtem nastała cisza, a blask oświetlił wszystko dookoła. Poczułem bardzo piekący ból, którego nie moglem znieść, po czym zemdlałem.


Otworzyłem oczy, po czym poczułem ulge. Nic mi nie było. Nadal lecieliśmy. Było już jasno. Słońce zaczęło wschodzić bardzo powoli. Nagle Rachel się odwróciła.

- Widzę, że wstałeś - uśmiechnęła się - Miałam ci właśnie cos powiedzieć.

- Co? - zdziwiłem się

- Witamy w Nowym Meksyku!


Tak więc bardzo Wam dziękuje. Proszę Was o komentarze, bo to naprawde motywuje.

Jeżeli chcielibyście zobaczyć podobizny postaci to zapraszam na moją stronę:

Link: http://syn-nieba.blogspot.com

Tam dowiecie się więcej informacji o moim blogu, o podróżach i bohaterach.

Pozdrawia Maxxx